sobota, 21 grudnia 2019
środa, 11 grudnia 2019
środa, 16 października 2019
czwartek, 10 października 2019
piątek, 27 września 2019
wtorek, 20 sierpnia 2019
mimozami jesień się zaczyna czyli sezon festiwalowy w Lublinie zakończony, wyjeżdżamy.
Jakieś życiowe złote rozdania. Jakaś magia przyciągania, hormony i endorfiny
"Wow, after I jumped it occurred to me life is perfect, life is the best, full of magic, beauty, opportunity... and television... and surprises, lots of surprises, yeah. And then there's the best stuff of course, better than anything anyone ever made up, 'cause it's real..."
TomTom "The Million Dollar Hotel"
"Wow, after I jumped it occurred to me life is perfect, life is the best, full of magic, beauty, opportunity... and television... and surprises, lots of surprises, yeah. And then there's the best stuff of course, better than anything anyone ever made up, 'cause it's real..."
TomTom "The Million Dollar Hotel"
czwartek, 8 sierpnia 2019
arte dobre na wszystko.
THE LOST ONES - Isabelle Eberhardt
plus cała reszta serii Zapomniani "The Lost Ones"
swobodne notatki z karnawału.
Byłam najszczęśliwsza na świecie. Endorfiny dawały mi nieokiełznaną moc. Codziennie budziłam się z energią nie mogąc się doczekać kolejnych zadań do odhaczenia w pracy. Czułam się dobrze. Czułam się pięknie. Byłam w pracy a po raz pierwszy w tym roku czułam wakacje, swobodę, wolność. Sprzeciw wobec norm. Spałam po 2-3 godziny, nie miałam kiedy brać prysznica i nie zwróciłam nawet na to uwagi. Przychodziłam na te błonia, słońce prażyło, buty miałam zakurzone.
1 dzień - wchodzenie na skrzynki na środku Żonglera żeby poruszyć wielką kulę dyskotekową.
Myślałam, że tak chce żyć. Z przyjaciółmi, brać udział w imprezach, gdzie spływa z nas wszystko. Moje życie jest jak z bajki. Ten cyrk, ten kurz, te uśmiechy, ludzie "świętują". Wszyscy jesteśmy w furii i w niekontrolowanym szale. Jesteśmy naćpani pięknym życiem, tańcem, przyjaciółmi, beztroską. To nas wszystkich ładuje. To nam daje energię. Jesteśmy chorzy psychicznie od endorfin. Jakie szczęście, że tak potrafimy odciąć się od rzeczywistości, że gramy jej na nosie, że igramy z nią. Jesteśmy artystami życia w obsesji.
3 dzień - Skakanka, przechodzenie pod taśmą.
4 dzień - Kermesz na farze, 20:00 jemy jedno danie na szóstkę potem biegniemy na koncert. Przychodzi Moti, Rybson. Jest Eddie. Jesteśmy super zmęczeni. W Żonglerze siedzimy przy palecie, przysiada się jakiś człowiek z fryzurą jak Elf. Francuz. Slackliner. Chodzi po taśmie, w trakcie chodzenia - gra na saksofonie. Zaczyna się Jam Session. 7 rano - poranne słońce zaczyna palić, powoli schodzimy z Błoń.
Powiedziałam, jej że wyjątkowo pięknie wygląda. Zawsze pięknie wygląda , ale jakoś tak iskrzyła i przyciągała wzrok. Lśniła. Jej usta miały ładny kolor, skóra. "Faktycznie"- przyznała mi racje N. Potem pomyślałam, że to co ją opisywało, to była ekscytacja, czekanie na dalszy rozwój sytuacji. Co będzie się działo. Jakiś bezwstydny, ordynarny duch latający między ludźmi.
Zabawa, karnawał budzi w nas ludzi, budzi instynkty. Spontaniczny eksperyment społeczny. "ANOBILITACJA" cyrku i karnawału, może świadczyć o chęci pławienia się w elitach, o braku dojrzałości na swobodne wyjście spoza kontroli i poddanie się spontanicznemu eksperymentowi społecznemu polegającemu na zniesieni wszelkich hierarchii. Może taki Karnawał, to odsiew. Sito na zmianierowanych i zblazowanych.
Kacper kiedyś powiedział "Nie do końca Was rozumiem, ale to chyba wolność"
1 dzień - wchodzenie na skrzynki na środku Żonglera żeby poruszyć wielką kulę dyskotekową.
Myślałam, że tak chce żyć. Z przyjaciółmi, brać udział w imprezach, gdzie spływa z nas wszystko. Moje życie jest jak z bajki. Ten cyrk, ten kurz, te uśmiechy, ludzie "świętują". Wszyscy jesteśmy w furii i w niekontrolowanym szale. Jesteśmy naćpani pięknym życiem, tańcem, przyjaciółmi, beztroską. To nas wszystkich ładuje. To nam daje energię. Jesteśmy chorzy psychicznie od endorfin. Jakie szczęście, że tak potrafimy odciąć się od rzeczywistości, że gramy jej na nosie, że igramy z nią. Jesteśmy artystami życia w obsesji.
3 dzień - Skakanka, przechodzenie pod taśmą.
4 dzień - Kermesz na farze, 20:00 jemy jedno danie na szóstkę potem biegniemy na koncert. Przychodzi Moti, Rybson. Jest Eddie. Jesteśmy super zmęczeni. W Żonglerze siedzimy przy palecie, przysiada się jakiś człowiek z fryzurą jak Elf. Francuz. Slackliner. Chodzi po taśmie, w trakcie chodzenia - gra na saksofonie. Zaczyna się Jam Session. 7 rano - poranne słońce zaczyna palić, powoli schodzimy z Błoń.
Powiedziałam, jej że wyjątkowo pięknie wygląda. Zawsze pięknie wygląda , ale jakoś tak iskrzyła i przyciągała wzrok. Lśniła. Jej usta miały ładny kolor, skóra. "Faktycznie"- przyznała mi racje N. Potem pomyślałam, że to co ją opisywało, to była ekscytacja, czekanie na dalszy rozwój sytuacji. Co będzie się działo. Jakiś bezwstydny, ordynarny duch latający między ludźmi.
Zabawa, karnawał budzi w nas ludzi, budzi instynkty. Spontaniczny eksperyment społeczny. "ANOBILITACJA" cyrku i karnawału, może świadczyć o chęci pławienia się w elitach, o braku dojrzałości na swobodne wyjście spoza kontroli i poddanie się spontanicznemu eksperymentowi społecznemu polegającemu na zniesieni wszelkich hierarchii. Może taki Karnawał, to odsiew. Sito na zmianierowanych i zblazowanych.
Kacper kiedyś powiedział "Nie do końca Was rozumiem, ale to chyba wolność"
sobota, 27 lipca 2019
This is why, you never see your father cry!
SAMARITANS
Man up
Sit down
Chin up
Pipe down
Socks up
Don't cry
Drink up
Just lie
Grow some balls, he said
Grow some balls
Man up
Sit down
Chin up
Pipe down
Socks up
Don't cry
Drink up
Don't whine
grow some balls, he said
Grow some balls
The mask of masculinity
is a mask a mask that's wearing me
The Mask
The Mask
The Mask
I'm a real boy
And I cry
I love myself
And I want to try
This is why you never see your father cry
I kissed a boy and I liked it
-klik-
Man up
Sit down
Chin up
Pipe down
Socks up
Don't cry
Drink up
Just lie
Grow some balls, he said
Grow some balls
Man up
Sit down
Chin up
Pipe down
Socks up
Don't cry
Drink up
Don't whine
grow some balls, he said
Grow some balls
The mask of masculinity
is a mask a mask that's wearing me
The Mask
The Mask
The Mask
I'm a real boy
And I cry
I love myself
And I want to try
This is why you never see your father cry
I kissed a boy and I liked it
-klik-
piątek, 26 lipca 2019
Urządzili sobie festiwal.
W przygotowaniach brali udział najbliżsi znajomi i przyjaciele. Ja
dekorowałam sale i samochód, Seweryn był szoferem w swoim busie, Klaudia
robiła ślubny wianek, a część muzycznie uzdolnionych przyjaciół o
północy zrobiła koncert, Karolina śpiewała białym śpiewem. Dj-em był
Dadzio, a jak się skończyła jego moc, każdy przez chwile mógł nim być. Nagłośnienie było od Ogórka z Rygoru.
Zdjęcia robiła kumpela ze studiów Amelii, a film nagrywał Kacper.
Urządzili sobie festiwal.
poniedziałek, 22 lipca 2019
"W wieku 12 lat postanowiłem być zajebiście szczęśliwy"
„Karnawał (…) narusza roszczenia oficjalnej kultury do autorytetu, do stabilności, trzeźwości, nieodmienności i nieśmiertelności”
(R. Schechner, Przyszłość rytuału)
ISTOTĄ Carnavalu JEST ZABAWA. Zabawie od zawsze towarzyszy sztuka ludyczna. Poprzez jej aktualne przejawy – nowy cyrk i buskerstwo – otworzymy czas wspólnego święta.KARNAWAŁ to okres, kiedy zwyczajowe prawa codzienności ulegają zawieszeniu, a cały społeczny i kulturowy porządek ulega wywróceniu. Tak jak kuglarz jest synonimem odmieńca, cudaka i wyrzutka, tak czas karnawału jest synonimem czasu święta, zniesienia praw, obowiązków, norm.
Karnawał jest czasem niszczenia, czasem chaosu i śmierci, ale także czasem odnowy, oczyszczenia, narodzin, jest czasem głupców, artystów i kuglarzy. Karnawał jest świętem życia samego w sobie. Jest esencją życia, jego najbardziej witalnym objawem…
Namioty eksplodują teatrem nowego cyrku. Objawią świat, w którym sztuka staje się jednością a bariery i podziały na teatr, cyrk, żonglerkę, taniec czy muzykę przestają istnieć w obrazie artystów totalnych. Ulice spłyną strachem, podnieceniem i śmiechem z naszej codziennej spętanej kultury. To wszystko za sprawą buskerów z całym antruażem im właściwym. Będzie śmiesznie i strasznie, w sercu ckliwie, a w głowie czasem niewygodnie.
Niebo po raz kolejny opanują nie anioły, czy gołębie, a highlinerzy, którzy przysłonią słońce blaskiem umiejętności i brawurą swoich kroków.
Niech się stanie Carnaval!!!"
-klik-
jak byłam w liceum obserwowałam photoblog jednego chłopaka, . Wrzucał na bloga zdjęcia i pisał krótki tekst. Pisał pięknie. Sam siebie nazywał kociokwik. Raz jeden z tekstów rozpoczął od zdania "W wieku 12 lat postanowiłem być zajebiście szczęśliwy" i tak mi się to zapisało w głowie, że zapisałam sobie to mazakiem w pokoju na ścianie. Wtedy.
I mimo, że w ostatnim czasie jest we mnie dużo nihilizmu i wszytskie wzruszenia i błahostki strącam na bok, konfrontując je do perspektywy globalnej. Czasem , lubię się rozczulić nad swoim życiem. Jak jestem z moimi przyjaciółmi, nie mogę w to uwierzyć, że każdy z nich jest piękny. To bardzo trudne do sprecyzowania ale jak idę z dziewczynami przez ulicę, mam wrażenie jakbym była ubrana w najpiękniejszą sukienkę i miała bukiet kwiatów w ręce. Taka energia rezonuje od nich na mnie, od nas na otoczenie. Jak to się stało, ze tacy ludzie mnie otaczają? Nie tylko przyjaciele, ale też znajomi, ludzie których mijam w drodze do pracy, ludzie którzy pracują w knajpach i sklepach do których chodzę. Jak jestem z bliskimi, wiem, że oni byle wieczór zorganizują tak, że już coś takiego jak byle wieczór nie istnieje. Jak oni, a ja razem z nimi (dziękibogu!) gdzieś jestem, to wiem, że każdy wieczór będzie festiwalem. Wszyscy są super zdolni, mądrzy i świadomi. Ciągle jestem pod tego wrażeniem.W życiu jak wpadam na jakiś pomysł zaraz on sam się realizuje. Mam wrażenie, od wielu lat, że sama nie dużo robię, żeby moje plany się zrealizowały a cały świat otwiera mi bramy i przejścia a odpowiednie osoby, stają mi zawsze na drodze. Jak pół roku temu złożyłam CV do Warsztatów Kultury, żeby robić tam staż nawet nie brałam pod uwagę, że mogę trafić do biura Carnavalu Sztukmistrzów. Od trzech miesięcy jestem w biurze organizatorów i nie wierzę w to, że festiwal o którym w podróży zawsze wszystkim opowiadałam, festiwal który jest dla mnie wizytówką Lublina, Carnaval i cyrkowcy, którzy zawsze mnie tak poruszają. Sama idea karnawału i cyrku która jest dla mnie tak bliska. Chyba czytając ten tekst kilkanaście lat temu postanowiłam być zajebiście szczęśliwa i czasem nie mogę uwierzyć jak pięknie żyje. Jakimi artystami życia, są moi przyjaciel i jakim kurwa pięknym anturażem są miejsca w których przebywam. I to, że teraz widzę od kuchni karnawał, piszę mejle z artystami i wiem jak wszystko wygląda od zaplecza. i że że moją pracą jest organizacja wielkiego Festiwalu Cyrkowego. Czuję niesamowitą dumę i to tak pobudza!
czwartek, 11 lipca 2019
Joy as an Act of Resistance
Kaśka odkryła wczoraj w nocy w wannie. Słyszałam będąc w półśnie. Że szaleństwo! Że z Bristolu! Dziś przed pracą poszłam do niej z Palestyną i Kamilą na kawę. Pokazała kilka hiciorów. Żadne chyba odkrycie bo mają ponad milion odtworzeń, ale faktycznie dają czadu. Dziś spędzę z nimi cały dzień. Pracuje przy organizacji Carnavalu Sztukmistrzów a festiwal zbliża się wielkimi krokami. W między czasie Amelia wychodzi za Konrada a Wania pogania z tekstem do Malkontentów #3. Dobrze że mam kalendarz.
boże, sprawdźcie tą bajeczkę -klik-
poniedziałek, 1 lipca 2019
piątek, 28 czerwca 2019
ostatnio myślałam o Chinach
Aliexpress, czyli Alibaba Group, stanowi jedno z największych przedsiębiorstw świata z wartością rynkową równą prawie 500 miliardów (!) USD.
czwartek, 27 czerwca 2019
prześledźcie tekst z muzyką, proszę, najpierw!

THE CIRCUIT
Good evening ladies and gentleman
Welcome to the Outlaws Circuit
The greatest show on earth
We are here to entertain you and
Help you go mad
Sing of Famed criminals
And of fun that they had
Show you the freaks and the geeks
The globe of death and the Chinese pole
Fun for all that don’t like peg holes
And don’t care about self control
I drink to all misfits and hail them with pride
Show your misfortunes you don’t have to hide
Throw up your money, destroy all your ties
Mow down the Larry, the agents, the spies
Don’t let them ask you why you have gone mad
Ask them why they haven’t locked up your dad
No one can tell you how bad you have been
Unless they themselves have lived without sin.
Bring out the outcast and give him a hand
Here is our gypsy and there is our band
We want the crippled, the carneys the blind
The tattooed, the bearded and all the affined
This is the fun fair so lets celebrate
The hookers, the gangsters, the prison inmate
The bald man, the small fan and his bed of nails
These are the players of all the real tales.
Ladies and Gentlemen, come closer, have a seat
Don’t be scared you can touch, you can stare
We won’t bite
Spend all night, with our human oddities
Our pickled punks
The Fiji Mermaid
Or Congo the killer ape
We got magic tricks, giant rats, get your fix
Get in good people, and let your hair hang down!
I drink to the wanderers that have left their home
In search of a side show that they call their home
Not bending to rules that they know are wrong
Stubborn, an willful, an proud and head strong
The biker, the brawler, the drinker, the nerd
The one legged dancer that looks like a bird
The sad lookin man with the big bulbous nose
Loosen the knot of the swinging gallows
Ladies and Gentlemen don’t leave yet
Things are coming that you won’t forget
The Human pyramid! The hula-hoop girl an more
you won’t find what we’ve got
in our neighborhood store
Drop your misgivings
And let yourself jump. See the contortionist,
She’ll make your heart thump
We’ve got the joyrides, the hotdogs, the beer
All poison you need we got it right here
So what you must know is there’s no turning back
Once you have left the righteous man’s path
We want the sinful, we don’t like the rules
Bright colored costumes, tigers and fools
Fat bearded ladies and four legged clowns
We want the clashes, be run out of town
We don’t want medals, we just want to stun
Come to our circuit and lets have some fun!
-klik-
środa, 26 czerwca 2019
gonitwa myśli
Moja babcia przed śmiercią miała obsesję zielonego koloru.
Myślę, że gdyby żyła to byłaby aktywistką klimatyczną. Teraz jest dobry czas dla aktywistów, bo ciężko usiedzieć. Tyle sie dzieje, że musisz krzyczeć.
Jakim trzeba być człowiekiem żeby mieć sumienie ścinać drzewa, zabijać dzikie zwierzęta, kupować masowo tani chłam z Aliexpress. Przecież wszytsko już na tym świecie jest wyprodukowane, powinien być zakaz produkcji nowych przedmiotów. Wystarczy nam tego dziadostwa, które już jest na świecie i wszytsko jest w zasięgu ręki. Nie można wspierać wielkich pralni pieniędzy tworzących śmieci.
Masowość, kapitalizm i kosnumpcjonizm nas przerosną i zjedzą.
Pamiętam jak Damian wszedł i powiedział "Ale tu Zielono"
Myślę, że gdyby żyła to byłaby aktywistką klimatyczną. Teraz jest dobry czas dla aktywistów, bo ciężko usiedzieć. Tyle sie dzieje, że musisz krzyczeć.
Jakim trzeba być człowiekiem żeby mieć sumienie ścinać drzewa, zabijać dzikie zwierzęta, kupować masowo tani chłam z Aliexpress. Przecież wszytsko już na tym świecie jest wyprodukowane, powinien być zakaz produkcji nowych przedmiotów. Wystarczy nam tego dziadostwa, które już jest na świecie i wszytsko jest w zasięgu ręki. Nie można wspierać wielkich pralni pieniędzy tworzących śmieci.
Masowość, kapitalizm i kosnumpcjonizm nas przerosną i zjedzą.
Pamiętam jak Damian wszedł i powiedział "Ale tu Zielono"
poniedziałek, 24 czerwca 2019
Sauvage/ Wild (2018)
Sauvage/ Wild (2018)
Camille Vidal- Naquet
Piękne zdjęcia. Jeden z najbardziej romantycznych filmów jakie widziałam w ostatnim czasie. Porażające pragnienie miłości i upajanie się dziką wolnością, w które już cieżko uwierzyć w dzisiejszym kinie. Tu, uwierzyłam . Walka z powierzchownością, choć po seansie nadal nie jestes pewny jak ma na imię główny bohater i w jakim mieście dzieje się akcja. Opowieść przerażająco uniwersalna. Polecam. W tym tygodniu w Lublinie transmitowane jeszcze dwa razy.
"Randka z Kubą". Umówiliśmy się o 19 pod kasą biletową, powiedział, że stawia. Zostawił mnie na chwilę ze swoją kartą, żebym klikmęła paypassem a on pobiegł do Szklarni, gdzie kupił szybko dwa piwka. Mała kontrabanda i przemyt w plecaku. W sali rozłożyliśmy się na steropianowych pufach przed widownią. Podczas pierwszej głośnej sceny seksu Kuba chrząknał i otworzył butelki. Rozsiedliśmy się na poduchach zdjęliśmy buty, piliśmy piwko i oglądaliśmy film. Czasem sobie myślę, że jak ma się super kumpli, to już nie wiele od życia trzeba wymagać.
Camille Vidal- Naquet

"Randka z Kubą". Umówiliśmy się o 19 pod kasą biletową, powiedział, że stawia. Zostawił mnie na chwilę ze swoją kartą, żebym klikmęła paypassem a on pobiegł do Szklarni, gdzie kupił szybko dwa piwka. Mała kontrabanda i przemyt w plecaku. W sali rozłożyliśmy się na steropianowych pufach przed widownią. Podczas pierwszej głośnej sceny seksu Kuba chrząknał i otworzył butelki. Rozsiedliśmy się na poduchach zdjęliśmy buty, piliśmy piwko i oglądaliśmy film. Czasem sobie myślę, że jak ma się super kumpli, to już nie wiele od życia trzeba wymagać.
piątek, 21 czerwca 2019
wtorek, 18 czerwca 2019
przemijanie.


Tomek skończył na złomowisku po tym jak po burzliwych wakacjach spędził emeryturę na hipisowskiej wsi, jezdżąc bo glinianych drogach. Na szczęście blog Sewiego, dopóki będzie w sieci będzie dla niego hołdem.
-klik-
poniedziałek, 17 czerwca 2019
who the fuck are you, to put me in a zoo / w sprawie bieszczadzkich lasów, niedźwiedzi, puszczy i tygrysów.
" (...) In your dreams
You were flying through the trees
But when you woke up
You were behind a lock and key
So you looked up
Into the faces of the people
staring at you
You said what the fuck are you looking at
I'm a tiger
This is no place for my fire
You're a liar
If you think you care about me
So you went to dreamland
More and more often
Cause in dreamland you were the king of the jungle
But in that fucking cage
You were angered and afraid
That you'd never ever see
the day that you could run away
You said who the fuck are you
To put me in a zoo
I'm a tiger with the fire
Notatki z ostatniego miesiąca. / starą fotografię znalazłam w ubiegłym tygodniu na parkingu pod katedrą

No dobra, pełnia jest w skorpionie, a niedziela? handlowa?"
25.05.19
Skąd we mnie tyle wstydu?
Federalna Służba bezpieczeństwa Rosji aresztowała Sencowa 11 maja 2014r, tuż po aneksji Krymu. Wcześniej pobito go we własnym domu, rozebrano i grożono mu gwałtem.
Duszono go plastikową torbą, aż stracił przytomność i porwano do Rosji. Przetrzymywany w kolonii "Biały Niedźwiedź" na północy Rosji domaga się wypuszczenia na wolnośc 64 obywateli Ukrainy przetrzymywanych z powodów polityczych.
Skazano go na podstawie zeznań wymuszonych torturami. Organizacje praw człowieka uważają go za więźnia politycznego. Zakładnik Kremla, jeden z kilkudziesięciu zatrzymanych na Krymie i w Donbasie Ukraińców, których władze w Kijowie uznają za zakładników Kremla. Nagrowa Saharowa za wolność myśli. #SAVEOLEGSENSOV #ReleaseOlegSentsov
26.05.19, Dzień Matki
"Oglądała pani film jak kobieta tańczyła kankana kowbojom? Oni się potem nawet rozebrali, ale nie zrobili nic głupiego. Poszli do domu. I ona też do domu poszła."
30.05.19
Gołębie jadły wymiociny lampasa, a w bramie drugiego dworku na Ogrodowej rośnie passiflora.
3.06.19
Jak się cieszę, że mam suczkę, która sika tylko wtedy jak jej się chce sikać
6.06.19 DZIWNA INFORMATYCZKA
Może wszyscy informatycy są dziwni? Przedstawiam się jej bo mówi mi na pani, uśmiecha się słysząc moje imie i dalej mówi na pani.
piątek, 14 czerwca 2019
TAKE A WALK ON THE WILD SIDE! / tyle o seksualności
sobota, 27 kwietnia 2019
Babcia Staruszka
Pamietam jak umarła moja prababcia. Ona miała prawie sto lat, ja - nie wiem. Może 10 może 12? Pamietam tyle ze to był pierwszy pogrzeb w moim życiu, który widziałam, przeżywałam i rozumiałam. Na swój sposób oczywiście.
Ostatnie lata prababcia mieszkała na Świerczewskiego. W Busku, pod opieką babci Lucynki u niej w domu. Widywałam ja częściej, ale zazwyczaj siedziała w "małym pokoju" na rozścielonym 24 godziny na dobę łóżku. Otwierała plastikową pozytywkę w kształcie fortepianu i słuchała popiskującego "dla Elizy". Na okrągło. Albo oglądała niedzielna mszę świętą w telewizji. Transmisje na żywo czy to z Rzymu, czy z Jasnej Góry słychać było już na klatce schodowej. Ale to już było pod koniec. Wcześniej żeby ją odwiedzić musieliśmy zrobić wycieczkę. Jechaliśmy z Buska na wieś. Wieś nazywała się Szaniec. Wiosna, lato, jesień, zima. To było z 20 kilometrów, ale w mojej głowie to zawsze była wycieczka. Patrzyliśmy przez okno czerwonego malucha, słuchaliśmy radia i czytaliśmy na głos drogowskazy. Młyny 3, Kielce 40, Marzęcin 20. Albo liczyliśmy słupy telegraficzne! Potem podjeżdżalismy pod kamienną bramę domu babci, witaliśmy się.
"Marcysia, pocałowałaś już babcie na przywitanie?" Pytała mama.
Na prababcie mówiliśmy "babcia staruszka". W Szancu większość domostw jest, przynajmniej było wtedy, otoczone ogrodzeniem z kamienia Szanieckiego.Tak się na to mówiło. Piekne, białe, płaskie , chropowate, suche kamienie. Mialo to swój klimat. A za każdym ogrodzeniem bielony dom. To jedyne moje zetknięcie z polską wsią za dzieciaka. U babci staruszki była stodoła z sianem, kuchnia kaflowa z fajerkami na których babcia staruszka kiedyś robiła podpłomyki. Miała kuchenke ale nie wiem, czy w ogóle jej używała do przyrządzania posiłków. Trzymała w niej pieniądze-to na pewno. Trzymała pieniądze na kratach półek piecyka kuchenki i wyciągała: jeden banknot dla mnie, drugi dla Marcinka. Nie raz się zdarzało ze jedno dziecko dostawało 20 a drugie 50 złotych. Biegaliśmy po podwórku z kijami w jednej i pokrywkami po starych garach w drugiej ręce i walczyliśmy. Pamietam to ostre światło przy głównym, jedynym wejściu do domu i ten wilgotny cień po drugiej stronie- przy studni.
Pamietam, że za drzwiami wejściowymi leżała miska z wodą. Chyba nawet dwie. Jedna z mydlinami a druga z wodą czystą. To znaczy- bez mydlin. Do wymycia i opłukania rąk po przyjściu z podwórka. Od korytarza z lewej strony była sypialnia. Pamietam zapach tych izb. Zastanawiam się czy tam w ogóle była podłoga, czy tylko klepisko? W domu pachniało wilgocią i mchem i jeszcze czymś kwaśnym.
Pamietam łóżko w tej sypialni. Miało drewniane zagłówki i było trochę większe niż jedno, a trochę mniejsze niż dwuosobowe. Materac był wypchany sianem, a na łóżku na materacu pierzyna i poduszka z pierza. Jak świeżo wyrośnięte ciasto drożdżowe. Puchate. Pamietam jak igiełki pierza przebijały się przez sztywną wykrochmaloną pościel. Biało-koronkową. Zawsze. Tam była sypialnia, ale chyba tylko goscinna. Z tego co pamietam babcia spała na łóżku w kuchni i oddzielonym kotarką od drzwi i kuchennego stołu.
W tej drugiej sypialni, tej prawdziwej, spała Bożena, i jej syn Jarek, jak przyjeżdżali odwiedzić prababcie. Jarek był wysoki i chudy z ciemnymi worami pod oczami. To jakaś moja rodzina. Pewnie nie taka znowu daleka, ale więcej o nich nie słyszałam. Przyjeżdżali do prababci z Wrocławia i plotkowało się ze ten Jarek, który był wtedy już nastolatkiem, to ĆPA. Ja miałam kilka lat i bardzo mnie to przerażało. Wtedy ciagle powtarzali w telewizjach i magazynach dla nastolatek o AIDS i o sektach. I o "praniu mózgu". Pranie mózgu, czym kolwiek nie było, przerażało mnie najbardziej.
sobota, 30 marca 2019
czwartek, 7 marca 2019
zapach
Układam się do snu i myśle o zapachach. Wstałam i nadal o nich myśle. Kawa z kardamonem zawsze będzie mi się kojarzyła z egzotyką, gwarem i ciepłem Jerycha. Tymianek z domkiem na narzędzia we Francji, między winnicami, Neroli z Magdą, zapach rozpuszczonego masła z ulubionym jedzeniem z dzieciństwa- makaronem z cukrem i serem białym. Kadzidła Nag Champa ze starym Lulu. Jak dostawałam wypłaty moje pieniądze pachniały kadzidłami, bo w Lulu pieniądze przechowywało się w tej samej szufladzie co zapasy kadzideł. U babci Marysi zapach indyjskiej herbaty granulowanej i starej szafy, babcia Lucynka z kremem ziaja oliwkowym którym zawsze próbowała mi wysmarować twarz przed wyjściem na mróz. Skórzany pasek, od zegarka taty, który sciągał po pracy i kładł na stole w dużym pokoju. Pewnie nadal tak robi. Zapach prania od mojej mamy, i gumowy zapach szatni w szkole. Zapach mydła w PKP. Zapach lasu nad morzem, zapach gumy pontonu, z wakacji pod namiotami nad Chańczą. Zapach rozgrzanego latem samochodu i konwalii w lesie. Żywiczny zapach kulki surowego haszyszu, zapach kompotu z suszu. Stara zleżała książka, i nowa kolorowa gazeta na papierze kredowym. Nowa szara gazeta. Pisze już tylko dlatego ze z każdym zdaniem zapach rozprzestrzenia się na chwile we wszystkich przestrzeniach mózgu. Kiczowaty dziewczęcy zapach moich pierwszych "dorosłych perfum", a potem zielona herbata Elizabeth Arden. Rozmaryn z lodami karmel-rozmaryn w Zielonym Talerzyku, zapach wiatru w psiej sierści. Kochane zmysły jak dobrze ze Was jeszcze nie postradałam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)