
Dziś drugi dzień świąt, siedzę w dużym pokoju w czerwonej pidżamce jest 13 a ja piję marchwiowy sok i się lenię. Na przeciwko świeci fioletem choinka, a z telewizora jakies pieśni z "Nad Niemnem" . Cały telewizor pełny propozycji, a mama wybrała akurat w/w "Nad Niemnem". Jestem na etapie szukania aparatu fotograficznego. Chciałabym miec na codzien cos co robi naprawdę dobre zdjęcia, żeby móc uwieczniac te wszystkie miłe chwile. Więc jak ktos ma jakies propozycje to moze pisać. Ja narazie wertuje allegro i ibaje w poszukiwaniu czegoś naprawdę interesującego. Wczoraj koło 23 byłam juz w domu odwieziona przez pana D., Pierwszy dzien swiąt spedziliśmy razem na kanapie oglądając Milionerów, Kevina i Kogel- Mogel ;) A Skonczyło się na Monopoly. Boże, ja to jestem jednak rekinem biznesu! ;* Całe szczęscie mama przełączyła na Dorotkę z Kansas i czarnoksiężnika z krainy Oz. Dorotkę grała Matka Lisy Minnelli. Dorosła już kobieta. Podobno podczas nagrań kobieta ta przezywała jakies załamanie nerwowe i podczas nagrywania pare razy probowała popełnic samobojstwo ,odratowywali ją i znow kręcili dalsze sceny. No ale bądź co badz, na techniki lat 30-stych -film niesamowity!
Może przyszedł czas zeby coś zjesć?
Pierogi, grzybowa? ; )


















A dla mojego mężczyzny.. -ja mu już życzenia osobiście złożyłam. Ale -wszytskiego co najpiękniejsze z calej mnie zyczę
















talii to są niesamowicie wygodne. Są idealnej długości, z 10cm nad kostkę. Świetnie wyglądają do długich białych konwersów, i to właśnie zazwyczaj praktykuje ; ) Na zdjęciach nie widać ich dokładnie dlatego zapraszam na odsyłacz na dole -zdjęcie jest troszkę przekłamane, w rzeczywistości spodnie są odrobine dłuższe. Zdjęcia robione na damianowej ścianie w marmurkach nabytych na swapie (będzie jeszcze udokumentowana wzmianka), ze sweterkiem z ciucha i koszulce po mamie . Wczoraj pani Niewielka skonczyła 20 lat, więc wszemiwobec składam jej najserdeczniejsze życzenia -zdrowia , szczęścia i hurtowni ciasteczek za rogiem : )





Zima odeszła i znów jest wczesna jesień. Kolorowe liście i ostre słońce. Ranyświata! Jak w notce poprzedniej pisałam tak i zrobiłam i wyszalałam się na piątkowej imprezie. Baaardzo miły wieczór z M. i grzanym winem, a potem do Soundbaru. A potem lenienie się z Damianem przez dwa dni i oglądanie filmów. I na tej krótkiej relacji, chyba dzisiejsza notka się skończy. Nie lubie pisać jak słonce mi zza okna grzeje. Uh! Obejrzę Skinsów. Wczoraj ściągnęłam kilka początkowych odcinków pierwszego sezonu. Nic konstruktywnego mi się na myśl nie ciśnie, więc chyba po raz pierwszy w tym roku, siądę i coś przeczytam z notatek. Łacina - możnaby,możnaby.






