piątek, 14 czerwca 2019

TAKE A WALK ON THE WILD SIDE! / tyle o seksualności

Holly came from Miami FLA
Hickhiked her way across USA
Plucked her eyebrows on the way
Shaved her legs and then
he was she

She says, hey babe, take a walk
on the wild side
Said, hey honey, take a walk
on the wild side!



sobota, 27 kwietnia 2019

Babcia Staruszka


Pamietam jak umarła moja prababcia. Ona miała prawie sto lat, ja - nie wiem. Może 10 może 12? Pamietam tyle ze to był pierwszy pogrzeb w moim życiu, który widziałam, przeżywałam i rozumiałam. Na swój sposób oczywiście.

Ostatnie lata prababcia mieszkała na Świerczewskiego. W Busku, pod opieką babci Lucynki u niej w domu. Widywałam ja częściej, ale zazwyczaj siedziała w "małym pokoju" na rozścielonym 24 godziny na dobę łóżku. Otwierała plastikową pozytywkę w kształcie fortepianu i słuchała popiskującego "dla Elizy". Na okrągło. Albo oglądała niedzielna mszę świętą w telewizji. Transmisje na żywo czy to z Rzymu, czy z Jasnej Góry słychać było już na klatce schodowej. Ale to już było pod koniec. Wcześniej żeby ją odwiedzić musieliśmy zrobić wycieczkę. Jechaliśmy z Buska na wieś. Wieś nazywała się Szaniec. Wiosna, lato, jesień, zima. To było z 20 kilometrów, ale w mojej głowie to zawsze była wycieczka. Patrzyliśmy przez okno czerwonego malucha, słuchaliśmy radia i czytaliśmy na głos drogowskazy. Młyny 3, Kielce 40, Marzęcin 20. Albo liczyliśmy słupy telegraficzne! Potem podjeżdżalismy pod kamienną bramę domu babci, witaliśmy się.


 "Marcysia, pocałowałaś już babcie na przywitanie?" Pytała mama.

Na prababcie mówiliśmy "babcia staruszka". W Szancu większość domostw jest, przynajmniej było wtedy, otoczone ogrodzeniem z kamienia Szanieckiego.Tak się na to mówiło. Piekne, białe, płaskie , chropowate, suche kamienie. Mialo to swój klimat. A za każdym ogrodzeniem bielony dom. To jedyne moje zetknięcie z polską wsią za dzieciaka. U babci staruszki była stodoła z sianem, kuchnia kaflowa z fajerkami na których babcia staruszka kiedyś robiła podpłomyki. Miała kuchenke ale nie wiem, czy w ogóle jej używała do przyrządzania posiłków. Trzymała  w niej pieniądze-to na pewno. Trzymała pieniądze na kratach półek piecyka kuchenki i wyciągała: jeden banknot dla mnie, drugi dla Marcinka. Nie raz się zdarzało ze jedno dziecko dostawało 20 a drugie 50 złotych. Biegaliśmy po podwórku z kijami w jednej i pokrywkami po starych garach w drugiej ręce i walczyliśmy. Pamietam to ostre światło przy głównym, jedynym wejściu do domu i ten wilgotny cień po drugiej stronie- przy studni.
Pamietam, że za drzwiami wejściowymi leżała miska z wodą. Chyba nawet dwie. Jedna z mydlinami a druga z wodą czystą. To znaczy- bez mydlin. Do wymycia i opłukania rąk po przyjściu z podwórka. Od korytarza z lewej strony była sypialnia. Pamietam zapach tych izb. Zastanawiam się czy tam w ogóle była podłoga, czy tylko klepisko? W domu pachniało wilgocią i mchem i jeszcze czymś kwaśnym.

Pamietam łóżko w tej sypialni. Miało drewniane zagłówki i było trochę większe niż jedno, a trochę mniejsze niż dwuosobowe. Materac był wypchany sianem, a na łóżku na materacu pierzyna i poduszka z pierza. Jak świeżo wyrośnięte ciasto drożdżowe. Puchate. Pamietam jak igiełki pierza przebijały się przez sztywną wykrochmaloną pościel. Biało-koronkową. Zawsze. Tam była sypialnia, ale chyba tylko goscinna. Z tego co pamietam babcia spała na łóżku w kuchni i oddzielonym kotarką od drzwi i kuchennego stołu.
W tej drugiej sypialni, tej prawdziwej, spała Bożena, i jej syn Jarek, jak przyjeżdżali odwiedzić prababcie. Jarek był wysoki i chudy z ciemnymi worami pod oczami. To jakaś moja rodzina. Pewnie nie taka znowu daleka, ale więcej o nich nie słyszałam. Przyjeżdżali do prababci z Wrocławia i plotkowało się ze ten Jarek, który był wtedy już nastolatkiem, to ĆPA. Ja miałam kilka lat i bardzo mnie to przerażało. Wtedy ciagle powtarzali w telewizjach i magazynach dla nastolatek o AIDS i o sektach. I o "praniu mózgu". Pranie mózgu, czym kolwiek nie było, przerażało mnie najbardziej.

czwartek, 7 marca 2019

zapach

Układam się do snu i myśle o zapachach. Wstałam i nadal o nich myśle. Kawa z kardamonem zawsze będzie mi się kojarzyła z egzotyką, gwarem i ciepłem Jerycha. Tymianek z domkiem na narzędzia we Francji, między winnicami, Neroli z Magdą, zapach rozpuszczonego masła z ulubionym jedzeniem z dzieciństwa- makaronem z cukrem i serem białym. Kadzidła Nag Champa ze starym Lulu. Jak dostawałam wypłaty moje pieniądze pachniały kadzidłami, bo w Lulu pieniądze przechowywało się w tej samej szufladzie co zapasy kadzideł. U babci Marysi zapach indyjskiej herbaty granulowanej i starej szafy, babcia Lucynka z kremem ziaja oliwkowym którym zawsze  próbowała mi wysmarować twarz przed wyjściem na mróz. Skórzany pasek, od zegarka taty, który sciągał po pracy i kładł na stole w dużym pokoju. Pewnie nadal tak robi. Zapach prania od mojej mamy, i gumowy zapach szatni w szkole. Zapach mydła w PKP. Zapach lasu nad morzem, zapach gumy pontonu, z wakacji pod namiotami nad Chańczą. Zapach rozgrzanego latem samochodu i konwalii w lesie. Żywiczny zapach kulki surowego haszyszu, zapach kompotu z suszu. Stara zleżała książka, i nowa kolorowa gazeta na papierze kredowym. Nowa szara gazeta. Pisze już tylko dlatego ze z każdym zdaniem zapach rozprzestrzenia się na chwile we wszystkich przestrzeniach mózgu. Kiczowaty dziewczęcy zapach moich pierwszych "dorosłych perfum", a potem zielona herbata Elizabeth Arden. Rozmaryn z lodami karmel-rozmaryn w Zielonym Talerzyku, zapach wiatru w psiej sierści. Kochane zmysły jak dobrze ze Was jeszcze nie postradałam!