piątek, 5 sierpnia 2011

jeden z faktów.

Od trzech dni czytam jakąś książkę o Jodze. Lekka i babska. Nawet nie spodziewałam się, łatwo mną manipulować. Po tym jak przeczytałam kilka dni temu "Prowadź swój pług przez kości umarłych" O.Tokarczuk, przez chwilę zachciało mi się, żyć zgodnie z naturą i nie jeść mięsa. Teraz jak czytam tą książkę, niby nic nadzwyczajnego o kobiecie, angielce podróżującej po Indiach, w poszukiwaniu, najbardziej dopasowanej do siebie szkoły jogi i jedzącej dziwne kurkumowe potrawy z kuchni indyjskiej. Próbującej się wyciszyć, a mającej typowo babskie wątpliwości. Opowiadającej o całym mechanizmie buddyzmu i życiu codziennym Indii. Czytam i chcę zapisać się na jogę. Wczoraj przypomniałam sobie o jedzeniu od Krisznowców na Woodstocku, przeszukałam sieć i znalazłam przepisy i już nie mogę się doczekać aż zrobię Purisy. Następną książką naszykowaną do przeczytania jest "Zielona Mila".. aż się boję co mnie po niej dopadnie ;-)

4 komentarze:

  1. zielona mila jest zajebista!

    OdpowiedzUsuń
  2. poproszę o tytuł tej książki o jodze... : )

    OdpowiedzUsuń
  3. indyjskie jedzenie jest pycha!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ceregiela Lucy Edge "Najgorsza w szkole Jogi"

    OdpowiedzUsuń