




Kilka ostatnich dni spędziłam bardzo miło z moimi ukochanymi kobietami. Wreszcie we cztery. Ja Basia, Kuki i Maja. Najpierw u B. w Krakowie, gdzie piłyśmy przepyszne Smufy w Glonojadzie i piłyśmy Carlsbergi dzień wcześniej nad ranem nad Wisłą. Uwielbiam to, jak każda z nas jest inna. Idąc na podbicie świata słuchałyśmy i tańczyłyśmy przy Battle-ettes - Only Seventeen. (-klik-) Co wzbudziło niemałe zainteresowanie wśród przechodniów. Powrót z Krakowa też był pełen niespodzianek. Ale o tym nie teraz. Podczas jazdy busem w stronę naszego miasta rodzinnego stwierdziłyśmy, że Kuk, mogłaby w sumie nocować jeszcze przez dwa dni, póki mam wolną chatę:) No i tak tez zrobiłysmy. Nie potrafiąc się rozstać, przyszła też do nas Maja i spałyśmy w poprzek na kanapie, a przed snem oglądałyśmy nie po raz pierwszy "Czekoladę" i boga seksu Johnego Deppa. Na drugi dzień zjadłysmy we trzy smakowiate śniadanko. Parzona kawa z nowej kafeterki Mai, dżem (mirabelkowy z kardamonem) z chlebkiem (żurawinowo-orzechowym) które zostały stworzone również przez Maję. Raj dla podniebienia! Potem razem zebrałyśmy maliny i Maja zawiozła nas do parku, gdzie szybko uwinęłyśmy się z ich sprzedaniem. Po drodze kupiłyśmy Cote, białe wytrawne i ruszłyśmy we dwie do mnie na obiad. Bo obiedzie, mimo, że już się żegnałyśmy, Maja zadzwoniła do nas, z zaproszeniem na drinki i film. Wzięłam ze sobą dwa grejpfruty i "Ukryte Pragnienia". To był fantastyczny wieczór. Fantastyczne trzy wieczory. Cholera! Wszystkie razem, we cztery, zobaczymy się dopiero bo Bożym Narodzeniu.
Za dwa dni, jadę do Gdańska na miesiąc praktyk, i zobaczę moje trzy kolejne ulubienice . Będziemy mieszkały w pałacu opackim w Gdańsku Oliwie. Już nie mogę się doczekać aż je zobaczę, i napijemy się winka na plaży i przejdziemy się razem po tamtejszej starówce. Już jestem praktycznie spakowana. Całe wakacje czekałam na ten wyjazd.
Teraz już kończę, bo niedługo u mnie zjawi się mój D.







