Cały czas jestem w domu rodzinnym. Wypoczywam, objadam się i przemiło spędzam czas wolny. Dziś z Basią nocowałyśmy u mnie w domu. Obudził nas remont. Moi rodzice uruchamiają piękny drewniany taras, na który będzie można wejść z kuchni. Dlatego też, w kuchni trzeba odkuwać kaloryfer, wyrywać z korzeniami stare okno, wszystko w domu pozakrywać prześcieradłami i foliami, żeby się nie zakurzyło no i oczywiście finalnie trzeba będzie włożyć nowe drzwi, okna i wyjść na taras. Póki co, dziś rano mnie i Basie obudził remont- a dokładnie robotnicy, używający typowego dla nich języka. Robotnicy też byli nietypowi - był to mój dziadziuś, i dwóch moich sąsiadów. Teraźniejszy i Ex-Sąsiad, z czasów kiedy jeszcze mieszkałam w bloku. Och, ale chyba nie mam powodu, żeby się w to zagłębiać. Po prostu "jeśli wchodzisz między wrony, musisz krakać tak jak one", haha!. Oni doskonale wczuli się w rolę. Z powodu remontu, nie tylko pobudka była niebanalna. Śniadanie robiłam z jedzenia z lodówki podłączonej w przedpokoju, tosty podgrzewałam w tosterze leżącym, ( tak jak reszta wyposażenia kuchennych półek) w pokoju w pokoju mojego brata, a woda na kawę gotowała się w łazience na pralce w czajniku elektrycznym. Jedząc śniadanie, strasznie się z Basią rozlabowałyśmy i oglądając TVN Style, siedziałyśmy w łóżku w piżamkach, aż do godziny 14!
Potem postanowiłyśmy rozpocząć część drugą leniwego dnia. poszłyśmy do drogerii, a z drogerii do Basi i tam, na miejscu urządziłyśmy DOMOWE SPA. Po pierwsze kupiłyśmy Ziołową Hennę (po jednej na głowię dokładnie dobierając kolory - rzecz jasna!), ponieważ , jak to stwierdziła dzień wcześniej Kuki "mamy dość bursztynowych cebulek". Chciałyśmy wyrównać kolor naszych włosów, który po tlenieniach równy niestety nie jest, i na który narzekałyśmy przez kilka ostatnich dni.

Po drugie, kupiłyśmy też zapas maseczek, a po trzecie po drodze całkiem przypadkiem zaszłyśmy do apteki i ja zaopatrzyłam się w korę dębu, naftę kosmetyczną i olejek rycynowy, ponieważ już dawno o tych wszystkich cudach słyszałam, a nigdy nie było mi po nie po drodze. No więc po przyjściu do B., zjedzeniu zupy kalafiorowej, kiwi i melona i otrzymaniu od mamy B. starych ręczników, zabrałyśmy się za koloryzowanie! ( W trakcie czekania na rezultaty zrobiłyśmy sobie maseczki i wypiłyśmy ziołową herbatkę- detox. Jak odnowa to odnowa! haha!). Po spłukaniu włosów nalałam na rękę trochę kupionej chwile wcześniej nafty kosmetycznej. Potem podsuszyłam trochę włosy ręcznikiem i nie mogąc się doczekać rezultatu, to już do końca wysuszyłyśmy obie włosy suszarką. Sądzę że wyniki są zadowalające. A dzięki nafcie moje włosy pięknie się błyszczą. Naprawdę! Polecam ją ze szczerego serca. Włosy błyszczą się jak lustro a poza tym, są "mięsiste" i sprężyste jak z reklamy Fructis! : )

Po wysuszeniu włosów, pomalowałyśmy paznokcie na fioletowo i złapał nas głupkowaty humor który trzymał się nas do końca spotkania. Uwielbiam takie dni- odstresowywacze, które pozwalają zapomnieć na chwilę o czekającej mnie pracy licencjackiej, i całej masy obowiązków z nią związanych i pozwalają poczuć się tak, jakby były już wakacje!
BLA BLA BLA





