Jakieś życiowe złote rozdania. Jakaś magia przyciągania, hormony i endorfiny
"Wow, after I jumped it occurred to me life is perfect, life is the best,
full of magic, beauty, opportunity... and television... and surprises,
lots of surprises, yeah. And then there's the best stuff of course,
better than anything anyone ever made up, 'cause it's real..."
TomTom "The Million Dollar Hotel"
wtorek, 20 sierpnia 2019
czwartek, 8 sierpnia 2019
arte dobre na wszystko.
THE LOST ONES - Isabelle Eberhardt
plus cała reszta serii Zapomniani "The Lost Ones"
swobodne notatki z karnawału.
Byłam najszczęśliwsza na świecie. Endorfiny dawały mi nieokiełznaną moc. Codziennie budziłam się z energią nie mogąc się doczekać kolejnych zadań do odhaczenia w pracy. Czułam się dobrze. Czułam się pięknie. Byłam w pracy a po raz pierwszy w tym roku czułam wakacje, swobodę, wolność. Sprzeciw wobec norm. Spałam po 2-3 godziny, nie miałam kiedy brać prysznica i nie zwróciłam nawet na to uwagi. Przychodziłam na te błonia, słońce prażyło, buty miałam zakurzone.
1 dzień - wchodzenie na skrzynki na środku Żonglera żeby poruszyć wielką kulę dyskotekową.
Myślałam, że tak chce żyć. Z przyjaciółmi, brać udział w imprezach, gdzie spływa z nas wszystko. Moje życie jest jak z bajki. Ten cyrk, ten kurz, te uśmiechy, ludzie "świętują". Wszyscy jesteśmy w furii i w niekontrolowanym szale. Jesteśmy naćpani pięknym życiem, tańcem, przyjaciółmi, beztroską. To nas wszystkich ładuje. To nam daje energię. Jesteśmy chorzy psychicznie od endorfin. Jakie szczęście, że tak potrafimy odciąć się od rzeczywistości, że gramy jej na nosie, że igramy z nią. Jesteśmy artystami życia w obsesji.
3 dzień - Skakanka, przechodzenie pod taśmą.
4 dzień - Kermesz na farze, 20:00 jemy jedno danie na szóstkę potem biegniemy na koncert. Przychodzi Moti, Rybson. Jest Eddie. Jesteśmy super zmęczeni. W Żonglerze siedzimy przy palecie, przysiada się jakiś człowiek z fryzurą jak Elf. Francuz. Slackliner. Chodzi po taśmie, w trakcie chodzenia - gra na saksofonie. Zaczyna się Jam Session. 7 rano - poranne słońce zaczyna palić, powoli schodzimy z Błoń.
Powiedziałam, jej że wyjątkowo pięknie wygląda. Zawsze pięknie wygląda , ale jakoś tak iskrzyła i przyciągała wzrok. Lśniła. Jej usta miały ładny kolor, skóra. "Faktycznie"- przyznała mi racje N. Potem pomyślałam, że to co ją opisywało, to była ekscytacja, czekanie na dalszy rozwój sytuacji. Co będzie się działo. Jakiś bezwstydny, ordynarny duch latający między ludźmi.
Zabawa, karnawał budzi w nas ludzi, budzi instynkty. Spontaniczny eksperyment społeczny. "ANOBILITACJA" cyrku i karnawału, może świadczyć o chęci pławienia się w elitach, o braku dojrzałości na swobodne wyjście spoza kontroli i poddanie się spontanicznemu eksperymentowi społecznemu polegającemu na zniesieni wszelkich hierarchii. Może taki Karnawał, to odsiew. Sito na zmianierowanych i zblazowanych.
Kacper kiedyś powiedział "Nie do końca Was rozumiem, ale to chyba wolność"
1 dzień - wchodzenie na skrzynki na środku Żonglera żeby poruszyć wielką kulę dyskotekową.
Myślałam, że tak chce żyć. Z przyjaciółmi, brać udział w imprezach, gdzie spływa z nas wszystko. Moje życie jest jak z bajki. Ten cyrk, ten kurz, te uśmiechy, ludzie "świętują". Wszyscy jesteśmy w furii i w niekontrolowanym szale. Jesteśmy naćpani pięknym życiem, tańcem, przyjaciółmi, beztroską. To nas wszystkich ładuje. To nam daje energię. Jesteśmy chorzy psychicznie od endorfin. Jakie szczęście, że tak potrafimy odciąć się od rzeczywistości, że gramy jej na nosie, że igramy z nią. Jesteśmy artystami życia w obsesji.
3 dzień - Skakanka, przechodzenie pod taśmą.
4 dzień - Kermesz na farze, 20:00 jemy jedno danie na szóstkę potem biegniemy na koncert. Przychodzi Moti, Rybson. Jest Eddie. Jesteśmy super zmęczeni. W Żonglerze siedzimy przy palecie, przysiada się jakiś człowiek z fryzurą jak Elf. Francuz. Slackliner. Chodzi po taśmie, w trakcie chodzenia - gra na saksofonie. Zaczyna się Jam Session. 7 rano - poranne słońce zaczyna palić, powoli schodzimy z Błoń.
Powiedziałam, jej że wyjątkowo pięknie wygląda. Zawsze pięknie wygląda , ale jakoś tak iskrzyła i przyciągała wzrok. Lśniła. Jej usta miały ładny kolor, skóra. "Faktycznie"- przyznała mi racje N. Potem pomyślałam, że to co ją opisywało, to była ekscytacja, czekanie na dalszy rozwój sytuacji. Co będzie się działo. Jakiś bezwstydny, ordynarny duch latający między ludźmi.
Zabawa, karnawał budzi w nas ludzi, budzi instynkty. Spontaniczny eksperyment społeczny. "ANOBILITACJA" cyrku i karnawału, może świadczyć o chęci pławienia się w elitach, o braku dojrzałości na swobodne wyjście spoza kontroli i poddanie się spontanicznemu eksperymentowi społecznemu polegającemu na zniesieni wszelkich hierarchii. Może taki Karnawał, to odsiew. Sito na zmianierowanych i zblazowanych.
Kacper kiedyś powiedział "Nie do końca Was rozumiem, ale to chyba wolność"
sobota, 27 lipca 2019
This is why, you never see your father cry!
SAMARITANS
Man up
Sit down
Chin up
Pipe down
Socks up
Don't cry
Drink up
Just lie
Grow some balls, he said
Grow some balls
Man up
Sit down
Chin up
Pipe down
Socks up
Don't cry
Drink up
Don't whine
grow some balls, he said
Grow some balls
The mask of masculinity
is a mask a mask that's wearing me
The Mask
The Mask
The Mask
I'm a real boy
And I cry
I love myself
And I want to try
This is why you never see your father cry
I kissed a boy and I liked it
-klik-
Man up
Sit down
Chin up
Pipe down
Socks up
Don't cry
Drink up
Just lie
Grow some balls, he said
Grow some balls
Man up
Sit down
Chin up
Pipe down
Socks up
Don't cry
Drink up
Don't whine
grow some balls, he said
Grow some balls
The mask of masculinity
is a mask a mask that's wearing me
The Mask
The Mask
The Mask
I'm a real boy
And I cry
I love myself
And I want to try
This is why you never see your father cry
I kissed a boy and I liked it
-klik-
Subskrybuj:
Posty (Atom)