Piękne stare zabudowania, budynki pokryte prymitywnymi mozaikami i wapienną kolorowaną powierzchnią. Kolorowe okiennice i dachy kryte blachą. Stare samochody. To wszystko przywodziło mi na myśl klimat komunistycznej Kuby i filmu Buena Vista Social Club.
(naturalne ukraińskie kosmetyki, tu szampon do włosów w kostce - kupione na kurację po powrocie - na przesuszone słońcem i upałami i przesolone słoną wodą włosy!)
Świątynie czterech różnych wyznań w jednej miejscowości. (Meczet, Synagoga, Cerkiew i kościół Rzymsko-Katolicki)
Ludzie na Ukrainie są bardzo towarzyscy. Każdy zagaduje, a 3/4 osób które zagadują mają na imię Sasha, Ivan albo Dima, haha! Co ciekawe, nie spotkaliśmy młodego człowieka który znałby język angielski. Większość nie kojarzy tak międzynarodowych słów jak "Party" i nawet nie wie, co znaczy "What's your name?"
Łady. Wszędzie kolorowe łady. Jak taksówką-ładą wracasz w nocy, zmieści się w niej nawet dziewięć osób, każdy z pełnym plastikowym kieliszkiem w ręku.
(dżin & tonik - tak, nauczyłam się cyrylicy, a ten napój był napojem bogów.)
Cała masa bezdomnych zwierząt (przez całusy, które im rozdawałam już drugiego dnia nabawiłam się opryszczki na ustach!)
Wszechobecny towarzysz Lenin. Na pomnikach, pocztówkach i blaszanych broszkach. Kult nadal trwa.
Wspaniali ludzie, dużo śmiechu, i kamieniste plaże.