wtorek, 5 czerwca 2012

album - LONDYN

















Nie wiem czy już kiedyś o tym wspominałam ale jednym z moich niewinnych hobby, od wielu lat, jest scrapbooking. Jak tylko znajduję czas wywołuję zdjęcia, wyjmuję wielkie pudło zapełnione naklejkami, kolorowymi papierami, nożyczkami z różnymi rodzajami cięć i wycinkami z gazet i robię albumy. Nie zdarza się to często, ale zawsze sprawia mi niemałą frajdę. Mam kilka albumów na swoim koncie, haha! W ten weekend dla relaksu zajęłam sie zdjęciami z mojego pierwszego (i mam nadzieję, nie ostatniego) pobytu w Londynie. Kilkoma przypadkowymi stronami postanowiłam się podzielić na blogu. : )


poniedziałek, 4 czerwca 2012

Pogoda jest seksi a ludzie na ulicach pachną.



Już wszytsko zrobione i  nic nie będzie odrywało mojej uwagi od pisania pracy. Lodówka rozmrożona. Po raz pierwszy w życiu rozmrażałam lodówkę. Przez co nabawiłam sie kolejnych ran na swoich dłoniach - od noża (przy ciosaniu w lód aby go rozkuć) i od wrzątku (wkładałam garnki z gorącą wodą żeby para przyśpieszyła proces topnienia). Lodóweczka jest rozmrożona i wszytsko w niej ma teraz swoje miejsce. haha! Jedyne za co pewnie się jeszcze zabiorę to bałagan na tapczanie. Moglibyśmy założyć na nim z Damianem swój własny i autorski ciucholand.  Oddzieliłam też już truskawki te, które się bardziej rozgniotły w koszyczku od tych, które zostały nienaruszone. Te nienaruszone leżą w sitku do zjedzenia na świeżo, a te bardziej rozgniecione zblenduję z jogurtem naturalnym kupionym przy porannych zakupach i zrobię koktajl. Ale to później bo dopiero co zjedliśmy śniadanie. Zaraz wypiję kawę. Taką jak zwykle, dwie łyżeczki zalane do połowy kubka wrzątkiem (siekiera) i dopełnione do samych krawędzi mlekiem. Bez żadnego cukru. To tworzy mieszankę aromatyczną, mocną ale przy tym wszystkim kremową i delikatną. Uplotłam sobie dwa warkocze (żeby było wygodnie), ubrałam ulubione szerokie jeansy z New Yorkera w których według mojego taty wyglądam jak wór i jakbym miała 6 razy większy tyłek niż mam. Tak. Jestem chyba już gotowa do terminu ostatnecznego. Muszę zamknąć się przed światem nie myśleć o tym, że skończył mi się puder i chętnie bym skoczyła do Rossmana. Mam kilka dni i muszę skończyć pisać pracę, zamknąć wszytskie okienka w przeglądarce, dopić kawę której zostało mi już połowę i napisać. I umieć się obronić wstępnie przed promotorem w mejlu. Uda mi się bo czemu miałoby mi się nie udać. Jeszcze muszę tylko wybrać który kisiel zjem, wybrać odpowiednią nierozpraszającą muzykę. I jestem gotowa.

sobota, 2 czerwca 2012

020612






ostatnich dziesięć dni maja

pizza ze szpinakiem, pieczarkami i dużą ilością estragonu! MNIAM! (tak na przyszłość, do wszelkich dań ze szpinakiem, wyjątkowo pasuje estragon! wiem z doświadczenia! haha!) Wyszła fenomenalnie! Przepis na ciasto. Sprawdzony i pewny, kilka zdjęć niżej.

D. poszedł po poranne zakupy i przyniósł 25 deko truskawek! Na spróbowanie. Pierwsze truskawki w tym roku!



mój Damianuń. 




trochę pisania pracy.


i latte domowej roboty: )


przerwa w pisaniu i obładowana notatkami oglądałam "W świecie kobiet" (In the Land of Women) z 2007 roku. Oglądałam już kiedyś i chodził za mną ten film. Długo zastanawiałam się jaki był jego tytuł. W końcu przypomniałam sobie, że główną rolę grała Meg Ryan i zaczęłam szukać w jej filmografii na filmweb'ie. I ZNALAZŁAM! Polecam gorąco. Typowo babski (to na pewno!), wzruszający, ale i bardzo sympatyczny film.





Tydzień wcześniej odkryłyśmy z dziewczynami. Ada B. dostała cynk, że są pyszne kanapki, no i poszłyśmy sprawdzić. Faktycznie! Kanapki świetne! świeże pieczywko, i świetne kompozycje smakowe. Kanapka z Szynką parmeńską, sałatą i gruszką w occie, albo kanapka z kiełbasą krakowską ogórkiem kiszonym i sosem chrzanowo-śmietanowym. A jak poprosiłam o wersję bez masła (nie jadam masła od dzieciństwa), pani szybko pobiegła i zrobiła mi świeżą kanapkę. Super obsługa. Ludzie stylowi i uśmiechnięci. W tym tygodniu poszłyśmy jeszcze raz. Ja wzięłam kawę - Latte za 4,99 + szarlotka z kleksem bitej śmietany za 1,99! Super ceny i super smak. haha! Polecam jeśli ktoś jest z Lublina. To jest piekarnia Zarzycki, połączona z taką a'la kawiarenką. na rogu przed Aviatorem (jak się idzie od strony kina Bajka).

Trzeba było wypróbować nowy wytwór w plenerze. Somersby z Madzią i Zuzią! MMM! Zielony Redd's się nie umywa.




(Madzia ma już dość zdjęć!)

no i po Somersby, na okienku, zrobiłyśmy sobie z Madzią pamiątkowe fotki na dziedzińcu KUL, "żeby nasze dzieci kiedyś wiedziały, jak ładny dziedziniec miałyśmy na swoim uniwersytecie" haha


A od wczoraj jestem w domu. W Busku. Siedzę w szlafroku, jem pyszne rzeczy, otaczam się zwierzętami i najzwyczajniej w świecie cziluję.